Dzień dobry - to słowo wykładowcy słyszą codziennie setki razy. Większość z nich ma anielską cierpliwość odpowiadać studentom na korytarzach przez cały dzień. Są tacy, którzy zawsze się ukłonią (=pochylą głowę, zegną się w pasie), z pełną powagą w głosie, wyraźnie i słyszalnie odpowiedzą, inni spojrzą i odwzajemnią powitanie w najzwyklejszy sposób, pozostali odburkną tylko pod nosem "dzińdybry", nawet nie patrząc kto przywitał... Odrębną grupę stanowią tzw. nieodpowiadacze, którzy dużo mówią na zajęciach, a potem wolą milczeć, by oszczędzać gardło.
Z jakimi jeszcze sposobami odpowiadania "dzień dobry" spotkaliście się? Czy i wy, jak i ja, pamiętacie wszystkich tych, którzy świadomie nie odwzajemnili Waszego powitania? Czy oprócz standardowego "dzień dobry" coś jeszcze dodajecie (profesorze, doktorze)?
_________________ Marek-Hłasko.pl - blog czasem naukowy
Co-mnie-wqrwia.eu - blog frustrata, biernego obserwatora i komentatora zjawisk współczesnego burdelu
bardzo ciekawie odpowiedział mi kiedyś jeden z prorektorów naszej uczelni... Korytarz był pusty, ja wiedziałam, kim on jest, on nie mógł mnie znikąd znać, ale skoro już się mijamy, to mówię ładnie "dzień dobry", na co mój "rozmówca", ani trochę nie zwalniając, uniósł niemal bezwładnie prawą rękę na wysokość głowy i zagulgotał pod nosem "YYYYŁLLLLYYYY......." nie żartuję . "zabił mnie" po prostu ... to mogło być zarówno "dzień dobry", jak i "dziecko zejdź mi z oczu" albo "dajże spokój" ... Wmawiam sobie jednak, że było to właśnie "dzień dobry" ...
i ostatnio taka sytuacja, siedziałam z dziewczynami z grupy przed ćwiczeniami z oświecenia i romantyzmu, pod ścianą przemykał nasz prowadzący. darzymy go pewną sympatią, więc ładnie chórkiem powiedziałyśmy uśmiechnięte "dzień dobry", na co on spojrzał na nas, zarumienił się, wbił wzrok w podłogę, przyspieszył i poszedł dalej .
Jak za razie nie spotkałam na wydziale osoby, która nie odpowiedziała na moje "dzień dobry". Nie dziwi mnie jednak kiedy ktoś pod koniec dnia nie ma już siły na odpowiadanie.
Jeszcze jedna sprawa: gdybym to ja była wykładowcą, pracownikiem wydziału itp. nie odpowiadałabym na "dzień dobry" studentom, którzy siedzą rozwaleni na fotelach i nawet im sie nie chce lekko podnieść czterech liter kiedy witają przechodzącego...
Z jakimi jeszcze sposobami odpowiadania "dzień dobry" spotkaliście się?
Masz listę moich ulubionych sposobów:
Boss - zawsze coś wymyśla ("Cześć", "Szczęść Boże", "Witam". Albo macha, albo salutuje... w zasadzie każde jego pozdrowienie jest inne i każde jest miłe ).
Prawa Ręka - zawsze coś do "dzień dobry" dodaje i przez to zwykłe pozdrowienie zamienia się w świetną pogawędkę
profesor Kłosiński - przeważnie pierwszy mówi "dzień dobry", albo "witam panią", albo "kłaniam się" i to z taką radością, że potem mam dobry humor przez resztę dnia . Już nie mówię o tym, że czasami próbuję go z tym "dzień dobry" wyprzedzić i rzadko mi się to udaje
dr Piętka - zawsze z ukłonem
profesor Żmigrodzki - zawsze z miłym uśmiechem (a propos dyskusji w "jego" temacie w wykładowcach - nie zdarzyło mi się, żeby nie odpowiedział, albo odpowiedział ze skwaszoną miną)
Marcin napisał/a:
Czy i wy, jak i ja, pamiętacie wszystkich tych, którzy świadomie nie odwzajemnili Waszego powitania?
nie, bo świadome niekłanianie się wystąpiło raz (przez pół roku mniej więcej )z mojej strony i po utarczce z jednym z profesorów .
A tak w ogóle współczuję tym wszystkim wykładowcom... tyle razy dziennie muszą odpowiadać na pozdrowienia, a tu jeszcze wymaga się od nich uśmiechu, wyraźnej odpowiedzi itp. . Po co im i sobie psuć nerwy zapamiętywaniem...
_________________ Kiedy zwieszasz nos na kwintę
Kto pomoże? Fimbulwinter!
tu jestem biała kartka papieru / oślepia mnie obrazami (MK)
Wiek: 26 Dołączyła: 11 Sty 2005 Posty: 159 Skąd: znów w sosnowcu
Wysłany: 2005-12-22, 00:32
A dla mnie szczególnie wyróżniają się: dr Woźniczka - od momentu tych nieszczęsnych wyników z pierwszego terminu zawsze tak ładnie się kłania i do tego najczęściej zaczyna rozmowę ; prof. Lyszczyna - nigdy nie patrzy prosto w twarz, zawsze odpowie i "zegnie się w pasie";... hm, tylko tyle? Nikt inny mi nie przychodzi teraz do głowy
_________________ "gawiedziowstręt (...), źle się czuję wśród tych, co otwarte już drzwi chcą wyważyć"
Wiek: 26 Dołączyła: 09 Sie 2005 Posty: 320 Skąd: z otchłani chaosu
Wysłany: 2005-12-22, 01:28
Mnie to najbardziej rozczula dr Jarczyk. Maszeruje on dziarsko przez korytarz, a jak już cię zobaczy, to z taką energią i sympatią mówi „Dzień dobry!”, że aż się chce specjalnie dla niego w pt na 8 rano jechać na zajęcia
No i dr Piętka, który choć mnie nie zna ( nie powinien, skoro tylko raz u niego na ćwiczeniach byłam) zawsze sprawia pozory, że mnie kojarzy i się cieszy, że się widzimy.
A tak to czasem mi żal pań szatniarek, ileż to one muszą się w ciągu dnia nasłuchac pozdrowień.
- Dzień dobry – powiedział Bilbo (…)
-Co chcesz mi przez to powiedzieć? – spytał ( Gandalf).- Czy życzysz mi dobrego dnia, czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy sam dobrze się tego ranka czujesz, czy może uważasz, że należy być dobrym?
-Wszystko naraz- rzekł Bilbo- A na dodatek, że w taki piękny dzień dobrze jest wypalić fajkę na świeżym powietrzu. Jeżeli masz przy sobie fajkę, siądź przy mnie, poczęstuję cię moim tytoniem. Nie ma się co śpieszyć, cały dzień przed nami.
_________________ Nai Tiruvantel ar varyuvantel I Valar tielyanna nu vilya
No i dr Piętka, zawsze sprawia pozory, że mnie kojarzy i się cieszy, że się widzimy.
zapomniałam o nim wspomnieć, wstyd mi teraz ... Nie znam osoby z mojego otoczenia, która by się nie uśmiechnęła na widok doktora Piętki. Zawsze jest w nim tyle entuzjazmu, oczy zawsze mu się śmieją, a odpowiada "dzień dobry" tak, jakby faktycznie nam tego dobrego dnia życzył. Na zajęciach z XX wieku czasem na kilka sekund zjawia się doktor Piętka z kluczem bądź po klucz, a po jego wyjściu jeszcze przez chwilę wszyscy szczerzą zęby, z prowadzącą włącznie . Pomyśleć, że jedno "dzień dobry" potrafi tyle osób jednocześnie "ożywić" (zajęcia w piątek poranną porą )...
Szalenie zawsze mi głupio, gdy idzie jakaś szalenie ważna postać uczelniania, a ja po prostu nie mam pojęcia, kto to jest. I nie wiem, czy to jest jakiś profesor zwyczajny naszej uczelni, czy np. pan woźny, przez co nie mówię tej osobie "dzień dobry". A że to ktoś ważny, można się potem domyślić, gdy cały korytarz wstaje i się kłania.
Wiek: 26 Dołączyła: 21 Mar 2005 Posty: 4 Skąd: Gliwice
Wysłany: 2005-12-22, 22:01
najmilsze dzień dobry jakie zdarzyło mi się usłyszec to było: "O, jakie ładne dziewczynki"- słowa śp. profesora Opackiego skierowane do mnie i koleżanki, gdy byłyśmy na pierwszym roku i wpatrywałyśmy się w Niego, chodzącego po korytarzu naszego wydziału, conajmniej jak w boga; do tego ostatnie:" Cześć dziewczyny" wypowiedziane przez profesora Wójcika z ogromną sympatią słucham "dzień dobry" profesora Lyszczyny (którego po prostu uwielbiam) oraz "dzień dobry" wypowiadane prze doktora Jasia Piotrowiaka do tego zawsze chętny do dłuższej pogawędki magister Nowak i wszystko gra! z kobiet "praferuję" doktor Sujkowską- Sobisz i jej "dzień dobry" okraszone promiennym uśmiechem
nie lubię natomiast nieodpowiadania "dzień dobry" przez szanownego doktora Woźniczkę, dlatego teraz nawet nie kwapię się kierować podobnych słów do niego...
Najpiękniej na powitanie opowiada Zawsze prof. Malicki
Tak po dżentelmeńsku, uśmiechając się przy tym. A często mówi "dzień dobry" pierwszy.
Dżi napisał/a:
do tego zawsze chętny do dłuższej pogawędki magister Nowak i wszystko gra!
Święte słowa Dżi - jak słyszę jego "Dzień dobry pani Karolino!" i głęboki ukłon w moją stronę, od razu uśmiech na twarz mi wpływa.
Miło reaguje na pozdrowinie prof. Nawarecki - zawsze odpowiada, a potem jakby wpatruje się w studenta (no, przynajmniej mi się tak zdarzyło) i pyta na przykład "Pani do mnie?". Zawsze czuję, że prof. pamięta mnie z zajęć, to miłe.
Nie zdarzyło mi się nie pozdrawiać kogoś celowo lub czuć się ignorowaną przez wykładowcę czy ćwiczeniowca.
O samym dodatkowym znaczeniu słowa "Dzień dobry" mówiła moja ulubiona dr Koziołek na mom ukochanym wykładzie z "Semiotyki tekstów kultury" - od tego czasu każde takie pozdrowienie jest dla mnie wyjątkowe.
_________________ kocham cię i nienawidzę cię
nienawidzę nienawidzę
nie widzę
Chyba najprzyjemniejsze w tym całym "dzień dobry" jest to, że wykładowcy nas rozpoznawają(bądź sprawiają taie wrażenie) i dzięki temu nikt nie czuje się anonimowy. Takie niby zwykle powitanie, a cieszy
Wiek: 22 Dołączyła: 17 Maj 2008 Posty: 76 Skąd: Otherside...
Wysłany: 2010-05-15, 10:47
Mnie urzeka "dzień dobry" dr Piętki:) Już ktoś o tym wspominał, zawsze pochyli głowę i spojrzy:) Tak samo ujmuje mnie prof. Malicki - zawsze odpowiada "dzień dobry Pani":) Są i tacy, którzy piersi powiedzą "dzień dobry", i to jeszcze z uśmiechem:)I faktycznie, dodawanie przy tym imienia naprawdę sprawia, że można się poczuć wyjątkowo:) A już na pewno poprawia nastrój:) Jak dla mnie w ogóle mówienie "dzień dobry" nie powinno wynikać tylko i wyłącznie z grzeczności i kultury, ale ze szczerych chęci. Są np. ludzie (sąsiedzi... ), którym tego nie mówię, bo wcale im dobrego dnia nie życzę. Ale ogólnie... lubię to mówić, wydaje mi się to naprawdę miłe:)Z uśmiechem, pełną premedytacją "Tak, Człowieku! Chcę, żebyś miał dobry dzień, szczerze Ci tego życzę:)". I ktoś u góry ma rację - będąc wykładowcą nie odpowiedziałabym na pozdrowienie studenta, który siedzi jak w knajpie, rozwalony na ławce i ledwo buzię otwiera. Albo nie wyjmuje rąk z kieszeni, nie ściąga słuchawek z uszu... A pamiętam moment, jak znajome dzieciaki na ulicy zaczęły mi mówić "dzień dobry"... byłam w szoku:D
A Paniom z szatni to zawsze jeszcze miłego weekendu życzę:)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum